piątek, 4 stycznia 2013

część 1.






Podążała w mroku ścieżką wysypaną białym żwirem, zdawalo się jakby chodziła po kościach. Z każdym krokiem slyszała chrzęst pękających gnatów. Droga zdawała się nie mieć końca. I jedyne co jej towarzyszyło to strach - wszechobceny i wciagający. Zachęcający do dalszej wędrówki, wśród nicości. Nagle usłyszała miauczenie.. Co? Zaraz.
Marabeth obudziła się. Jej kotka stała nad nią, cicho pomiaukując.
Zowu ten dziwny sen - pomyslała Beth. Zawsze urywający się w podobnym miejscu.
Blondynka spojrzala na zasłonięte kotarą okno, delikatne promienie słońca próbowały sie przebić przez granatowy materiał ale nie miały z nim szans.
- Stella - Beth pogłaskała swoją kotkę - wiem czemu jesteś taka podekscytowana, to dziś. Jedziemy do Hogwartu. - Dziewczyna rozejrzała się po pokoju, w którym panował półmrok. Jej wzrok zatrzymał się na stercie zapisanych pergaminów rzucających się po podłodze w okół machoniowego biurka z mosiężnymi okuciami. Ten stos przypominał o próbach naskrobania listu do przyjaciół. Nic z tego nie wyszło, Marabeth uświadomiła sobie, że tak na prawdę nie ma do kogo napisać. Ludzie z jakiegoś powodu unikali jej, trochę obawiali, trzymali się na dystans. Ten ''jakiś'' powód to plotki o tym, że jest.. zaklęta. Ona sama nie wiedziała na czym to polega, tata mówił zawsze, że to tylko plotki, że ludzie gadają choć wcale nie znają prawdy. No właśnie, a jaka jest ta prawda? Tego Beth nigdy się nie dowiedziała, ufała tacie - skoro mówił, że to nie prawda to ona nie miała powodu aby mu nie wierzyć. Ale był pewien szczegol, który nie dawał jej spokoju. Mianowicie niektóre zaklęcia na nią nie działały. Gdy będąc na pierwszym roku nauki w Hogwarcie ćwiczyli użycie Expelliarmus Beth wiedziala, że nikomu nie uda się jej rozbroić. To było jedno z tych zaklęć. Co więc dziwnego w tym, że ludzie wolą trzymać się od niej z daleka?
Wieści po Hogwarcie rozchodzą się szybko, a lekcja zaklęć rozbrajających tylko potwierdziła plotki na jej temat.
Kolejnym dziwnym zjawiskiem jest to, że Marabeth czasami, ale bardzo rzadko, potrafi rzucić zaklęcie beż użycia rożdżki. Jest to prawie niemozliwe wśród nawet najpotężniejszych czarodziejów. A jednak.
Taka sytuacja miala miejsce tylko pare razy w jej życiu, więc dziewczyna nie przywiązywała do tego najmniejszej wagi. Dobrze, że i o tym ludzie nie wiedzą.

Marabeth znowu rozejrzała się po pokoju. Tym razem jej wzrok zatrzymał się na ścianie, na której znajdowały się fotografie. Jej wraz z tatą, z Bree. było nawet zdjęcie jej i Draco bawiących się w łapanie goblinów. Tak, mieli wtedy po 7, może 8 lat. Ale znali się już duzo wcześniej, młody Malfoy jako jeden z niewielu nie wierzył w te ''brednie i klątwy'' jak to zwykł mawiać.

Rozleglo się pukanie do drzwi i wyrwało blondynkę z zamyśleń.
- Puk, puk. Pora wstawać panienko Knot.

------------------------------------------------------------------------------------------------

Bardzo dziękuje za chwilę poświęconą przez Ciebie na przeczytanie mojej opowieści.
Cenię konstruktywna krytykę, dlatego jeśli cos Ci się nie spodobało albo wręcz przeciwnie - spodobało bardzo proszę o zostawienie swojej opinii.
Ja sama nadal próbuje dojść do tego jaki będzie charakter tego opowiadania i jesli mi w tym pomożesz będe bardzo wdzięczna :)

niedziela, 30 grudnia 2012

Witajcie moi mili czytelnicy. To co tutaj będę zamieszczać to trochę inne spojrzenie na potterowski świat. Wiadomo - nic nie będzie tak dobre jak oryginał, ale warto próbować.

Rodział I niebawem! :)